Impreza ta odbywa się cyklicznie w maju i ma charakter ogólnodostępnego święta sportu, oferując krótsze dystanse oraz pełne wsparcie dla zawodników z niepełnosprawnościami. Start i meta zawodników zlokalizowane są przy Hali Nysa. Trasa wiodła zamkniętymi dla ruchu, płaskimi ulicami miasta, w wieczornej oprawie, co sprzyjało dopingowi mieszkańców, wspieranych a raczej inicjowanych przez grupę
profesjonalnych bębniarzy, którzy w rytmicznych i spektakularnych występach nie tylko podkręcali doping ale również urozmaicali czas zebranym kibicom. Natomiast my- zawodnicy na czterech kółkach, testowaliśmy najważniejszy element swojego wyposażenia: szeroki uśmiech i absolutny brak hamulców w głowie. Jako ekipa na wózkach po raz kolejny udowodniliśmy, że wózek to nie ograniczenie, ale po prostu legalny doping technologiczny, dający przewagę aerodynamiczną i gwarantujący najlepszą zabawę na trasie. W nagrodę każdy uczestnik docierający do mety mógł poczuć się jak mistrz olimpijski dzięki wystrzałom konfetti i salw rac rozpraszających zimne ognie. Poza tym każda kobieta, która mija linię mety lub walczy na trasie ma wręczaną …różę! W połączeniu z pamiątkowym medalem stanowi ona symboliczne podziękowanie za podjęty trud. Organizatorzy podkreślają w ten sposób, że bez względu na uzyskany czas i zajęte miejsce, każda uczestniczka wykazująca wolę walki jest zwyciężczynią. Róża symbolizuje szacunek, podziw dla determinacji oraz tradycję i tożsamość kulturową Nysy, nazywanej historycznie „Śląskimi Atenami” oraz miastem o bogatych tradycjach różanych. Okazuje się zatem, że największym ograniczeniem dla nas wózkowiczów, nie jest nasze własne ciało, ale… brak odpowiednio szerokiego chodnika, by pomieścić wszystkie zdobyte puchary i uśmiechy! Nasz udział w biegu w Nysie to najlepszy dowód na to, że prawdziwe mistrzostwo rodzi się w głowie, a dystans i humor pozwalają się rozpędzić do pokonania wszelkich trudności.